główna strona
wróć
Wieczór Latynoski
Ostatnia zmiana: 21.04.2009, Autor artykułu: Waldemar Miotk
artykul-0025.jpg

Znalazłem w końcu nieco czasu aby opisać ostatni wypad do Teatru Muzycznego w Gdyni, gdzie w ramach II Festiwalu Teatrów Muzycznych znalazłem się na przedstawieniu "Wieczór Latynoski" w wykonaniu Teatru Studio Buffo z Warszawy. Naprawdę, było co posłuchać i naprawdę, na co popatrzeć. Obsada aktorska całkiem niezła i muszę przyznać, iż Natasza Urbańska (już Józefowicz?) ma całkiem niezły głos, być może dlatego, że można jej było posłuchać na żywo.

Jedno co nieco przybijało, na samym początku, to cena biletów - 100 zł za wejściówkę to dosyć sporo. Na szczęście później było już znacznie lepiej. A najlepiej (pierwszy raz z tym spotykałem się w teatrze), gdy poczęstowali nas odrobinką rumu w trakcie przedstawienia. Nie wiem, czy to ten rum, czy też ciekawie poprowadzone przedstawienie, ale muszę napisać, iż warto było pójść.

Ale od początku...

Jak zwykle nie było przed teatrem miejsca na parkowanie samochodu. Ale cóż tam, znalazło się gdzieś dalej. W samym teatrze - tłumy. Chyba wszystkie miejsca były zajęte.

Całość przedstawienia polegała na przedstawieniu utworów muzycznych w jakikolwiek sposób powiązanych z rytmami latynoskimi. Więc była i Guantanamera i Lambada i Macarena, ale i ciekawa przeróbka pt. "Zbuntowany anioł", które mi osobiście średnio się podobało, ale to kwestia gustu. Wykonanie było poprawne. Od początku do końca, przedstawienie prowadził Janusz Józefowicz. Niezły z niego aktor a i w końcu udało mu się rozbawić gdyńską publiczność, której jeszcze tak "rozruszanej" nie widziałem (oczywiście jak na publiczność teatralną).

Na początku było ciężko. Pierwsza próba "wyciągnięcia" publiczności do tańca, nie wyszła. Ale po podaniu "drinków" okazało się, iż alkohol działa cuda (chociaż tego alkoholu była jedynie kropelka, ale oddziaływanie psychiczne dużo większe). Macarena w wykonaniu całej sali wyglądała niesamowicie.

Józefowicz ma całkiem niezłe poczucie humoru. Udało mu się rozbawić publiczność, wciąż żartując z Janusza Stokłosy. Nieco dziwnie jednak wygląda ciągłe promowanie swojej żony, Nataszy Urbańskiej (Józefowicz). Trzeba jednak przyznać, iż kobieta jest bardzo ładna, ma głos i potrafi go wykorzystać. Zresztą, dlaczego napisałem "dziwne". W zasadzie powinienem napisać "normalne". Żona, to żona. Nie wiem tylko, czy przez to "promowanie", nie traci się innych talentów. Ale, ja chyba postępowałbym podobnie, więc nie wiem dlaczego się czepiam. Tym bardziej, iż na koniec, mogła zaprezentować się młoda Marysia Tyszkiewicz. Ma dziewczyna potencjał, niestety, nie wypracowany jeszcze. Ale dajmy jej czas. Podobno dopiero skończyła 18 lat.

Nie wiem, czy to było "ac hoc", czy też zaplanowane, ale po tym, jak komuś na widowni zadzwonił telefon, wykonano 3 minutową przerwę na dzwonienie, w trakcie której Józefowicz wykonał spokojny utwór, a publiczność miała możliwość "wydzwonić się". Oczywiście chyba nikt z tej możliwości nie skorzystał, ale sam pomysł był niezły. Niestety nie pamiętam co to był za utwór.

I teraz nieco technicznie, na co zwróciłem uwagę.

W końcu w teatrze muzycznym dźwięk był na odpowiednim poziomie. Ostatnio, zbyt często, zdarzało się, iż był zbyt cicho. Teraz było prawidłowo, nie za cicho, nie za głośno.

Światło było totalnie skopane. No, może nie aż tak źle, ale wyglądało raczej na to, jakby wystawili kilka automatów do świecenia, bez większych przemyśleń, co światło powinno podkreślać.

Lepiej, ale również niedopracowana była choreografia. Nie wiem dlaczego, przecież grają to już od dłuższego czasu, ale większość tańców miało problemy synchronizacyjne. Nie wymagam tańca na styl sportowego pływania synchronicznego, ale często się zdarzały "rozjeżdżenia". Może to wynika z różnych scen w różnych teatrach, gdzie trzeba przedstawiania "skalować", ale wyglądało to kiepsko. Najlepiej pod tym względem wypadł utwór Conga, gdzie było prawie wzorowo.

Bardzo podobała mi się próba wykonania dwóch utworów Carlosa Santany. Pierwszy utwór wyszedł średnio. Jednak grać na gitarze, jak Santana to nie jest takie proste. Za to drugi utwór "Black Magic Woman" wyszedł znacznie lepiej. Widać, iż gitarzysta szczególnie na ten utwór się przygotował. Mimo kilku, naprawdę niewielkich i praktycznie niezauważalnych potknięć, wykonanie było wspaniałe, i to zarówno muzycznie jak i tanecznie. Naprawdę, w trakcie tego utworu tańczyła "Magiczna Czarna Kobieta". Niestety, mimo niezłego początku, wyglądało to tak, jakby w trakcie zapomniała co ma tańczyć, i na bieżąco wymyślała jakieś układy. Skakała z jednego do drugiego, jakby nie była przygotowana na ten taniec. Ale uroda i piękne ciało tancerki skutecznie zamaskowało te niedociągnięcia.

Na zakończenie napiszę jeszcze o wspaniałym "AFRO CARNAVAL", zespole upiększającym całe przedstawienie. Naprawdę, było na co popatrzeć... Piękne dziewczyny wykonujące piękne tańce przy pięknej muzyce... Cóż więcej trzeba?

Polecam wszystkim miłośnikom przedstawień muzycznych w teatrach, wybrać się i zobaczyć. Zobaczyć na własne oczy, bo warto. Mimo kilku niedociągnięć, wyszedłem bardzo zadowolony i rozbawiony. Było to jedno z ciekawszych przedstawień na których byłem w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Chociaż ciągle czekam na powtórkę przedstawienia pt. "Muzyka Queen". To wciąż numer 1.
 

Komentarze(0)

Podpis:
W celu potwierdzenia, zaznacz pole pod znakiem: I
Capcha
(c)2007-2016 Waldemar Miotk - ostatnia aktualizacja silnika 06.02.2016 - Twój IP: 54.144.24.41. Ta strona, aby lepiej działać, używa plików cookie przechowywanych na komputerach użytkowników. Wszystkie prawa do tekstów zamieszczonych na stronie są zastrzeżone, chyba że przy konkretnym tekście znajduje się inna informacja.
go up