główna strona
wróć
Francesco - musical
Ostatnia zmiana: 06.10.2007, Autor artykułu: Waldemar Miotk
artykul-0009.jpg

29 września 2007 na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni odbyła się premiera przedstawienia "Francesco", o życiu Świętego Franciszka w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. I ja na niej byłem, chociaż dopiero 5 października, wodę mineralną piłem a teraz mogę wam opowiedzieć moje wrażenia.
Wystawiona sztuka opowiada o życiu Św. Franciszka, jego wzlotach i upadkach, walce o wolność od hierarchii kościelnej.

Przyzwyczajeni do dotychczasowych przedstawień Teatru Muzycznego w Gdyni mogą czuć się dziwnie. Dotychczas oglądaliśmy tam wspaniale przedstawione "imprezy" śpiewano-muzyczne z zazwyczaj, cudownie przygotowaną oprawą choreograficzną.

Tym razem trafiłem na przedstawienie religijne. O Świętym. Zastanawiałem się, w jaki sposób twórcom uda się przedstawić życie tego człowieka w miejscu, bądź co bądź, do tego nie przystosowanym, ludziom, widzom, którzy przyzwyczajeni są i nastawieni raczej na rozrywkę (po to w końcu idzie się na musical).

Przyznam się, iż siedzący obok mnie, mój znajomy, przysnął nieco. I trzeba też przyznać, iż były takie momenty, że być może i ja był przysnął, gdyby nie jedna rzecz ... światła. Ogromne wrażenie na mnie zrobiły perfekcyjnie dobrane światła. Ta gra kolorami, cieniami. Te animacje wyświetlane w tle, idealnie dopasowane do treści przedstawienia. Po prostu majstersztyk!!! I nie rozumiem, dlaczego Piotr Kuchta, odpowiedzialny za światło, w programie był umieszczony jako trzeci od dołu, małą czcionką. Na szczęście jeszcze niżej, w tym samym programie, znaleźli się panowie odpowiadający za dźwięk, niestety nie najlepiej prowadzony. Często nie można było zrozumieć treści śpiewanej sceny, co jednak, w Teatrze Muzycznym, jest jedną z najważniejszych rzeczy. Przez to nieco pogubiłem się w treści. Również pan Andrzej Śledź, grający rolę ojca Franciszka, musiał w pewnym momencie pochwalić się swoim głosem bez wzmocnienia, i to w scenie leżącej, gdyż przestał działać mu mikrofon.

Ale nic to. Wróćmy to tego co wspaniałe. Więc światła. Grały one wielką rolę emocjotwórczą. Wspaniale zgrane z muzyką. Och, żeby tylko tego "światowca" nie wzięli do jakiegoś serialu. Zmarnuje się.

Oprócz "światłowca" muszę pochwalić też panią Beatę Owczarek oraz pana Janusza Skubaczkowskiego - choreografów. Naprawdę, wykonali kawał dobrej roboty. Całość wykonania idealnie pasowała do poszczególnych scen. Trzeba ciągle pamiętać, iż jest to przedstawienie o Świętym, więc szczególnie trudną sztuką było odpowiednio dopasować taniec do treści co udało im się perfekcyjnie. Może też dlatego, iż oboje zajmują się jogą?

Libretto - pan Roman Kołakowski. Oj, trudno mi tutaj coś napisać, ale wydaje się iż temat został nieco spłycony tymi wyrwanymi, a często oderwanymi od siebie, scenami. Brakowało mi bardziej płynnych przejść, może też wybrałbym nieco inne fragmenty z życia Franciszka. Chociaż z drugiej strony nie da się przedstawić całej biografii na deskach teatru, zresztą nie taka jego rola. A to co miało być podstawą - wykonane zostało bardzo dobrze.

Najlepsza scena - jak ja ją nazwałem w myślach - "Droga Krzyżowa". Naprawdę. Chociażby całe przedstawienie byłoby beznadziejne (ale nie było) to ta scena jest po prostu WIELKA. Po prostu wspaniałe wykonanie. Nie wiem co więcej o tej scenie napisać, gdyż słów brakuje. Ale mała łyżka dziegciu. Ech, ten dźwięk. Słabo było słychać słowa "Czarnego Anioła". Koniec małej łyżki dziegciu. Reszta wspaniała. Oddziaływanie na duszę człowieka - pełne. A, co ja tutaj piszę... Przejdę lepiej dalej. (widzicie jakie wrażenie)

Muzyka. Chmmm... Czasami ściema, czasami miodzio. Pierwszy akt wyraźnie słabszy muzycznie, drugi wyraźnie lepszy, bardziej dopracowany, urozmaicony. Początkowo człowiekowi wydaje się, iż wszystkie melodie są takie same (oczywiście nie są), podobnie jak utwory starego Modern Talking. Na szczęście jest to jedynie wrażenie początkowe i szybko wszystko nabiera rozmachu i rozbudowuje się.

Ogólnie rzecz biorąc mogę polecić to przedstawienie. A biorąc pod uwagę wspaniałą grę Michała Kocurka, który idealnie wcielił się w rolę Francesco, mogę dodać słowo "bardzo".

Więc, bardzo polecam wszystkim, wierzącym i nie wierzącym, praktykującym i nie praktykującym, po prostu wszystkim - zobaczcie to przedstawienie - bo warto.

(W)

A tak jeszcze dopiszę PS.

Do dyrekcji Teatru Muzycznego Danuty Baduszkowej w Gdyni. Szanowni Państwo. W takich przedstawieniach jak to opisywane tutaj, bardzo brakuje kierunkowości dźwięku. Jak aktorzy śpiewają po lewej stronie sceny - przy samym wejściu - słyszymy ich śpiew ze środka. Jak śpiewają po prawej - również słyszymy ze środka. Widz czasami gubi się, zastanawiając się, kto teraz wykonuje utwór? Czyje to słowa? Musi rozglądać się i szukać osoby ruszającej ustami. Czy naprawdę nie ma takich systemów, aby jak aktor jest z lewej strony to dźwięk płynął również z lewej, a jak aktor jest po prawej, to z prawej? Jakiś dobry surround teatralny z odpowiednio rozmieszczonymi odbiornikami radiowymi? Ach, to też nieco przeszkadzało, ale to już kwestia techniczna.

Komentarze(0)

Podpis:
W celu potwierdzenia, zaznacz pole pod znakiem: M
Capcha
(c)2007-2016 Waldemar Miotk - ostatnia aktualizacja silnika 06.02.2016 - Twój IP: 34.239.158.107. Ta strona, aby lepiej działać, używa plików cookie przechowywanych na komputerach użytkowników. Wszystkie prawa do tekstów zamieszczonych na stronie są zastrzeżone, chyba że przy konkretnym tekście znajduje się inna informacja.
go up