główna strona
wróć
Dzikie żądze - komedia
Ostatnia zmiana: 25.10.2007, Autor artykułu: Waldemar Miotk
artykul-0006.jpg

W poniedziałek - dzień raczej nie teatralny - wybrałem się do teatru muzycznego w Gdyni na gościnną sztukę pt. "Dzikie żądze". Bardzo boję się występów gościnnych po doświadczeniach ze "sztuką" o tytule "ONE" (to było straszne). Ale, tym razem, nie było tak źle.
Byłem zupełnie nie przygotowany na to co mnie spotka. Nie przeczytałem wstępów ani recenzji. Byłem, praktycznie zupełnie na świeżo, pusty, otwarty na całą rzeczywistość która mnie tam spotka.
Pierwsze wejście na salę spowodowało moje zaniepokojenie. Tego typu dekoracje pamiętam z wielkiej porażki pt. "ONE". Jednak, dzielnie zasiadłem na swoim miejscu i oczekiwałem przedstawienia.
Nie będę tutaj opisywał treści sztuki. Streszczenia można znaleźć w internecie. Napiszę, jednak iż pierwszy raz w życiu widziałem Karola Strasburgera w kobiecej sukience, i trzeba przyznać, iż wygląda w niej... jak... no... pięknie (jak transwestyta). Niech i tak będzie.
Obsada była wyśmienita. Sama treść, komediowo-erotyczna. Zagrane również dosyć dobrze. Ale jednak całość trąciła mi przedstawieniem szkolnym. Dosyć śmiesznym, ale prymitywnym. Historia zakręcona dosyć dobrze, ale jednak za mało. Zakończenie miało być zaskakujące - i było - ale zbyt słabo. Cóż. Ogólnie w skali od 1 do 10 dałbym mu 6. I to też ze względu na dobrych aktorów, którzy jak mi się wydawało, przyjechali "odwalić" robotę (nie dotyczy Stefana Friedmana). Grali oczywiście dobrze, ale od takich profesjonalistów spodziewałbym się więcej.
Podobnych "przedstawień" jest wiele na co dzień w telewizji. Wystarczy włączyć jeden z wielu seriali. Ponieważ odbiór w teatrze jest inny, również przedstawienie nadawało się do oglądania i mogło ubawić widza.
Nie rozumiem też dlaczego największe brawa otrzymał Karol Strasburger. Chyba tylko dlatego, że biegał po scenie w kobiecym ubraniu. Znacznie lepiej, moim zdaniem, grał Stefan Friedman.
Historia dosyć zabawna, ale niewarta swojej ceny - bilet 70 zł, czas trwania : ponad 2 godziny.
Czy nie za surowo tym razem? Nie, drugi raz nie poszedłbym już na to. A są takie sztuki, które można oglądać i dziesięć razy. Ale o tym już przy następnej okazji.

Na szczęście było znacznie, znacznie lepiej, niż na "ONE". Kiedyś i o tym napiszę.... a może lepiej nie.
 

Komentarze(0)

Podpis:
W celu potwierdzenia, zaznacz pole pod znakiem: 3
Capcha
(c)2007-2016 Waldemar Miotk - ostatnia aktualizacja silnika 06.02.2016 - Twój IP: 54.144.24.41. Ta strona, aby lepiej działać, używa plików cookie przechowywanych na komputerach użytkowników. Wszystkie prawa do tekstów zamieszczonych na stronie są zastrzeżone, chyba że przy konkretnym tekście znajduje się inna informacja.
go up