|
No i stało się. Co prawda, dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale. W końcu od dawna przypuszczałem, że tak musi się stać, choć nie znałem ostatecznego zakończenia. Myślę, że trwało to tak długo, ponieważ każda nowa, mocno ugruntowana idea potrzebuje oparcia w historii, mitologii i przekazywanych z ust do ust opowieściach. Na szczęście już jest. Historia zbudowana, mitologia tym bardziej a ustnych przekazów nie da się zliczyć. Powoli wyrastała, wzbijała się i rozprzestrzeniała w społeczeństwie. W końcu osiągnęła swój punkt wytrzymałości, punkt krytyczny i w tej chwili właśnie wybucha. Może na razie dosyć powoli, ale tempo będzie narastało. W końcu co to jest miesiąc, dwa, czy nawet pół roku w stosunku do wieczności. Z naszego punktu widzenia jest to długo, ale z punktu widzenia historycznego, to będzie chwila, wielkie i szybkie BUM!
Zawsze zastanawiałem się o co chodzi braciom Kaczyńskim. Początkowo myślałem, że to walka o wyższe pensje, które osiągają politycy. Ale nie. To wcale nie był koniec drogi. Później, prawie pewny byłem, że chodzi o władzę, rządzenie milionami ludzi, kierowanie krajem według własnej woli, ustalanie praw i obowiązków, karanie niewiernych i niegodziwych. Ale okazało się, że to też nie. W końcu polityk to władca przemijalny, jego historia zazwyczaj kończy się dosyć szybko, przynajmniej we współczesnych demokracjach. Zostaje zapomniany lub zmarginalizowany. A przecież nie można dać o sobie zapomnieć. Okazało się, że cel postawiony był znacznie dalej. Z dzisiejszego punktu widzenia zauważam, iż wcześniej nie mogłem go dostrzec, gdyż brakowało mi wyobraźni. Wszystkie wcześniejsze moje przypuszczenia były jedynie środkami do tego celu, który się właśnie krystalizuje. Oni nie chcieli przeminąć, zaginąć w gąszczu historii jako jeden z polityków – władców. I w końcu osiągnęli to co chcieli, na co przez długie lata ciężko pracowali. W końcu postawiony już dawno cel został osiągnięty i nareszcie powstała nowa religia.
Z zapartym tchem oglądałem wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim (obrona krzyża 3.08.2010). Chwytałem każdą chwilę, każde zdarzenie i każde słowo. To było wielkie wydarzenie. Bardzo żałowałem, iż nie mogłem tam być osobiście. To był pierwszy przejaw istnienia tej nowej religii. Okazało się, iż nie ma znaczenia władza świecka, nie ma też znaczenia władza kościelna, nie ma znaczenia jakakolwiek inna władza oprócz naszej. Tylko MY, wyznawcy nowej religii, wiemy jaka jest prawda i jak być powinno. To MY ustalamy tu prawa oparte na działaniu bezpośrednich mocy sił wyższych, nadprzyrodzonych, boskich. Krzyż tutaj pozostanie i już! Wszyscy prawdziwi Polacy tego chcą. Ci co chcą go odebrać, nie są prawdziwymi Polakami. To nasłańcy Rosji, Żydów, Masonów a może nawet i jeszcze gorzej : Tuska i Komorowskiego. A przecież Komorowski wiadomo kim jest, a Tusk ma konszachty z Wermachtem i wilcze oczy. Nie możemy do tego dopuścić. Będziemy bronić go własnym ciałem aż do śmierci. Trzeba narodowi pokazać, że nasza religia już się narodziła, że już jest i można do niej przystąpić walcząc razem z nami. Jeżeli usuną nas z tego miejsca siłą, będziemy i my, nowymi męczennikami.
Nowa religia miała szansę powstać po katastrofie samolotu prezydenckiego. Wcześniej nie miałaby umocowania w męczeństwie, które bardzo było jej potrzebne. Cóż znaczy religia bez znaczącego poświęcenia i cierpienia. To właśnie dlatego Jarosław wciąż powtarza, iż Prezydent zginął męczeńską śmiercią podkreślając cierpienie i wprowadzając wątek niepewności co do przyczyny. Przyczyna musi być zewnętrzna, najlepiej jakby był to zamach, zestrzelenie, działanie wrogich sił. Trzeba to powtarzać i nagłaśniać. Zawsze coś pozostanie w świadomości społeczeństwa. W końcu działamy w ramach prawd koherentnych, a odpowiednie ustawienie dogmatów jest podstawą każdej religii.
Teraz w końcu Bóg się narodził, jest pełny i gotowy do przyjęcia wyznawców. Bóg przedstawia się w dwóch osobach, jedna tutaj, działająca wśród ludu, mówiąca zawsze całą prawdę i wskazująca drogę, druga w niebie, wyznaczająca kierunki, stanowiąca cel modlitw i adoracji, ustanawiająca sacrum. Tylko czekać aż wyznawcy nowej religii zaczną się do niej modlić (a może już to robią, niestety nie wiem tego jeszcze).
Po wielu latach błądzenia, szukania, zastanawiania się i szukania rozwiązania zagadki, w końcu dowiedziałem się o co w tym wszystkim chodziło. Bracia nie chcieli pensji polityka, w końcu nie jest aż taka wielka. Nie chcieli aż tak bardzo tej władzy, chociaż nie czuli się w niej źle. Najwyższe stanowisko w państwie, też jest to coś, ale jednak nieco za nisko. Postanowili sięgnąć wyżej. Stać się nowym Bogiem, to jest dopiero coś.
Zastanawiam się tylko, czy można sięgnąć jeszcze dalej? Dalej niż Bóg. Myślę, iż większość filozofów stwierdzi, iż się nie da, w końcu to On jest kresem wszelkich dowodów z celowości. Ale być może nie doceniają jeszcze Wielkiego Umysłu Kierującego... Czas pokaże i to myślę, że już w niedalekiej przyszłości.
|
Komentarze
| Cytować
| Cytować
| Cytować
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.